Publicystyka

Kilka słów o kimonie

Kimono – tradycyjny japoński strój. Kiedyś nosili go wszyscy. W epoce Meiji (1868-1912), kiedy Japonia po długiej izolacji otworzyła się na Zachód, w kraju pojawiły się zachodnie ubrania, ale nie od razu stały się codziennym elementem japońskiej garderoby. Mężczyźni zaczęli nosić garnitury wcześniej, ale niektóre kobiety jeszcze do początku II wojny światowej nigdy nie miały na sobie sukienki.

Zrozumiałe jest, że jeśli ktoś nosi coś codziennie, to ma tego wiele sztuk – więc powstawało wiele kimon. Nawet, kiedy coraz więcej kobiet zaczęło nosić zachodnie stroje, matki i tak zamawiały dla wychodzących za mąż córek całe zestawy – kimona codzienne, kimona formalne, kimona na zimę i na lato.

Kimono w Japonii jest produktem luksusowym – aby je uszyć, potrzeba około 200-300 tys. jenów (ok. 7500-12000 złotych – przyp. red.). Ponadto, jedwab łatwo się niszczy i brudzi, więc w Japonii nie da się go nosić na co dzień. Oczywiście, oprócz jedwabnych, powstawały też kimona z innych, tańszych tkanin – wełniane, bawełniane i lniane (te ostatnie współcześnie są jednak dużo droższe niż kiedyś). Ale były to kimona codzienne, do pracy w domu lub na polu, z czasem niemal całkowicie wyparte przez łatwiejsze do zakładania i pielęgnacji ubrania zachodnie.

Kimono pozostało więc ubiorem na specjalne okazje, co przyczyniło się do jego zapomnienia. Ile w końcu jest takich okazji w ciągu roku? Nie tak dużo. Co więcej, sztuka zakładania kimona nie jest taka prosta. Kiedy przestano nosić je na co dzień, okazało się, że coraz mniej osób potrafi je założyć w zgodny z zasadami i tradycją sposób. Na specjalne okazje zaczęto prosić o pomoc w ubiorze starsze krewne albo profesjonalistów. To było również kłopotliwe.

Tym samym dziś często kimona zalegają w szafach. Jedwab z biegiem lat zmienia kolor, powstają plamy od wilgoci, która w Japonii, zwłaszcza w lecie, jest bardzo duża.

Kimona często odkrywane są, kiedy starsza osoba umiera i sprząta się jej dom. Jeżeli wykonane są z jedwabiu i są w idealnym stanie, można je wówczas sprzedać w dobrym, luksusowym sklepie z kimonami za satysfakcjonującą cenę. Ale jeśli pojawiły się na nim nawet drobne plamki ze starości lub wilgoci, jego wartość nie dojdzie nawet do jednego procenta oryginalnej ceny. Codzienne kimona wełniane, nawet w dobrym stanie, również są uznawane za nieprzydatne i bezwartościowe. Odkrywane po latach stare kimona są też najczęściej za małe na osobę o współczesnym wzroście, a do jednej z zasad poprawnego noszenia kimona, których sztywno (może zbyt sztywno?) przestrzegają Japończycy, należy wybór stroju w idealnym rozmiarze.

I tak kimona lądują często na śmietniku…

W najlepszym wypadku stają się skrawkami materiału, które czasem przeznacza się na wyrób saszetek i innych drobnych akcesoriów, ale to już nie to samo.

Zastanówmy się jednak chwilę, jak zrobione są kimona. Często mamy do czynienia z dziełami sztuki należącymi do japońskiej tradycji. Zwłaszcza, kiedy pomyśli się o pracy wykonanej przy kimonach jedwabnych. Trudno wówczas pogodzić się z ich obecnym losem.

Hodowanie jedwabników, pozyskiwanie nici, tkanie materiału, farbowanie materiału i – często ręczne lub przy użyciu ręcznie wycinanych szablonów – malowanie wzorów. Wykonanie kimona wymaga tytanicznej pracy ogromnej liczby ludzi. Jak można tak pracochłonnych i cennych rzeczy po prostu się pozbyć?

Na szczęście jeszcze nie wszystkie kimona w Japonii zostały wyrzucone, więc jest jeszcze szansa je uratować! Kimono, jak sama nazwa – „rzecz do noszenia” – wskazuje, to ubranie jak każde inne. Tradycyjne zakładanie go to również sztuka, którą warto pielęgnować, ale jeśli reguły mają sprawić, że kimona będą leżeć w zapomnieniu, pozbądźmy się zasad, a nie kimon! Osobiście marzę o tym, żeby piękne, stare kimona wyszły z japońskich szaf i znalazły swoje drugie życie na ulicach całego świata – jako kimona, jako tuniki, jako płaszcze, w każdej możliwej postaci. To jest myśl przewodnia mojej działalności, Eco Kimono de Casual. Mam nadzieję, że wiele osób zgodzi się ze mną w tej kwestii. Z radością będę dalej promować codzienne noszenie kimona na luzie, żeby pomóc tym japońskim dziełom sztuki jeszcze raz zabłysnąć!


Autorem powyższego tekstu jest Kouki Kinoshita, Japończyk. Rok temu odkrył smutny los kimon w dzisiejszych czasach i zaczął promować w Polsce (na razie przez Internet) kulturę japońskich strojów, żeby ocalić je od zapomnienia. Polskę wybrał z powodów osobistych (polska partnerka). Obecnie przebywa w Tokio, w przerwie w podróży rowerowej z Hokkaido do Kioto. Na podróż również zdecydował się, aby przybliżyć problem wyrzucania kimon także Japończykom. Obecnie prowadzi działalność pod szyldem Eco Kimono de Casual.