Publicystyka

Darwin’s Game – ja już to gdzieś widziałem [recenzja serii anime]

Tytuł zapowiadany jako hit sezonu zimowego. Powrót do ciężkich klimatów survivalu rodem z Mirai Nikki miał sprawić, że telewizyjna adaptacja mangi Darwin’s Game podbije serca widzów i wbije się na szczyt bestsellerów tego roku. Niestety anime bije po oczach serią oklepanych schematów i przeciętną kreską. Czy studio Nexus odniosło sukces, biorąc na siebie ciężki temat, czy jest to kolejny przeciętniak w ich wykonaniu?

Na początku przybliżmy trochę fabułę tego anime. Zwykły licealista Sudou Kaname dostaje zaproszenie do gry mobilnej od swojego zaginionego przyjaciela. Nieświadomy niczego akceptuje to zaproszenie, po czym zostaje ugryziony przez węża. Kilka godzin później za pośrednictwem tej gry zostaje wyzwany na pojedynek na śmierć i życie. Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie to brzmi jak początek 70% isekai’ów (gatunek anime, w którym bohater zostaje przywołany do świata fantasy bądź się w nim odradza i tam rozpoczyna nowe życie pełne przygód, często z elementami gier RPG – przyp. red.) . Później dopiero dowiadujemy się, że tak naprawdę jest to gra, w której możesz wyzwać dowolnego przeciwnika na walkę, a zwycięzca dostaje punkty, przegrany umiera. Powyższe punkty można wymieniać na pieniądze. Oczywiście nikogo nie dziwi to, że ludzie znikają. Warto również zaznaczyć, że każdy uczestnik gry otrzymuję losową moc specjalną. W tym samym sezonie mieliśmy również kontynuację Railguna i Boku no Hero Academia – kontekst nieprzypadkowy.

Warto przy okazji wspomnieć trochę o studiu Nexus. Studio zostało założone w 2012r. i do tej pory ma na swoim koncie Rakudai Kishi no Cavalry, czy Wakaba Girl. Były to anime, które miały stosunkowo pozytywny odbiór, ale nie odbiły się większym echem wśród społeczności fanów. Z tego powodu dla Nexusa była to ogromna szansa, szczególnie że zapowiedź Darwin’s Game zelektryzowała fanów Survivalów i Battle Royale. Poziom animacji gry Darwina stoi na dość słabym poziomie, zresztą to nigdy nie było mocną zaletą studia Nexus. Anime natomiast broni się ścieżką dźwiękową. Bezpieczne stosowanie OSTów sprawia, że muzyka nie jest nużąca dla widza. Opening i Ending stoją na bardzo wysokim poziomie i za to należy Nexus pochwalić.

Wracając do samego odbioru Darwin’s Game, to jak już wspomniałem wcześniej mocno w oczy rzucają nam się motywy z innych, dość znanych już tytułów. Sam początek dość mocno przypomina nam standardowy początek isekai’ów, między innymi Re:Zero – mamy nieogarniętego bohatera, który musi zapoznać się z zupełnie nową rzeczywistością i otrzymaną mocą, o której nic nie wie. W kreacji głównego bohatera boli najbardziej jego ślamazarność na samym początku, mimo tego, że posiada on jedną z najpotężniejszych mocy w całej grze. Po Grze Darwina zacząłem doceniać Sword Art Online za to, że od samego początku kreowali Kirito na najmocniejszego gracza.

Klasycznie dla produkcji studia Nexus musieliśmy zobaczyć pewne elementy fanserwisu. Nie kuł on w oczy zbyt specjalnie, więc można to zaliczyć na plus. Niestety sama animacja nie wprowadza nic nowatorskiego. Telefony komórkowe stały się już swoistym hołdem dla Mirai Nikki, aczkolwiek dodając do tego oklepane elementy znane z innych anime, takie jak walka na punkty, przesadnie eksponowany ranking graczy, czy ta przepotężna postać, która szybko zostaje dziewczyną protagonisty i jest przez niego ignorowana. Mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali mix różnych innych anime, które zostały naprędce złożone w nowy tytuł.

Darwin’s Game jest mimo to ciekawym tytułem, dla ludzi lubiących shouneny trzymające w ciągłym napięciu. Utrzymywanie ciągłej akcji połączonej z wieloma tajemnicami sprawia, że anime pochłaniamy bardzo szybko. To niestety ma swoje konsekwencje w aspekcie konstrukcji postaci, która jest dość uboga. Gra Darwina stała się przez to ofiarą sezonowości, gdyż utrzymanie ciągłej akcji nie pozwala na rozbudowanie charakteru postaci w marnych 12 odcinkach.

Ostatecznie anime samo w sobie nie jest złe. Co prawda nie wprowadza nic specjalnego do kanonu, ale wyciągnięcie kilku elementów i schematów z produkcji, które osiągnęły sukces sprawia że ten tytuł ogląda się bardzo przyjemnie i osobiście czekam na drugi sezon. Podsumowując Darwin’s Game pomimo wielu błędów, jest przyjemną produkcją.