Publicystyka

Amerykańsko-japońska historia Aki Kurose

Wszyscy mamy przed oczami przejmujące obrazy z filmów dokumentalnych z ataku Japończyków na Pearl Harbor. Pamiętamy, jakie były tego konsekwencje – wciągnięcie Amerykanów w wir II wojny światowej, krwawe walki w basenie Pacyfiku, wreszcie zrzucenie dwóch bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Mało kto jednak wie, co atak z 7 grudnia 1941 r. oznaczał dla tysięcy amerykańskich Japończyków

Historia przez lata była przemilczana, amerykańscy badacze bagatelizowali ją, w podręcznikach próżno było szukać choćby wzmianki na ten temat. Dopiero wiele lat później, kiedy trauma już nieco minęła, sami pokrzywdzeni zaczęli o tym mówić i pisać. Wśród nich była m.in. Aki Kurose, która urodziła się w 1925 r. w Seattle. Jej rodzice stanowili część wielkiej migracji tysięcy robotników, rolników i rzemieślników, którzy od połowy XIX w. docierali z Japonii na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

Kiedy Japończycy zbombardowali amerykańską bazę marynarki wojennej Aki Kurose miała 16 lat. Chodziła do liceum. Japoński atak był wstrząsem dla Amerykanów. Można było mieć pewność, że nie pozostanie on bez echa, jednak Aki wydawała się być spokojna. Przecież urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ona i jej rodzeństwo byli obywatelami amerykańskimi. Spokój trwał tylko do następnego dnia, kiedy poszła do szkoły. Nauczyciel wskazał na nią palcem i oskarżycielskim tonem oznajmił: „To wy zbombardowaliście Pearl Harbor”. Dla Aki był to szok, jednocześnie stanowił dopiero pierwszy akt dramatu nastolatki.

Nastroje wrogości, paranoi i rasizmu gwałtownie rosły. Prasa zaczęła traktować Amerykanów japońskiego pochodzenia, jako zdrajców. Agenci FBI zaczęli przeszukiwać domy, konfiskować rzeczy, aresztować liderów społeczności japońskiej. Zaledwie kilka tygodni po ataku prezydent USA Franklin Delano Roosevelt wydał specjalny dekret, który dawał zielone światło dla budowy stref dla „wszystkich potencjalnych wrogów”. W ciągu kolejnych kilku miesięcy 112 tysięcy Amerykanów japońskiego pochodzenia zostało przymusowo ewakuowanych do tych miejsc. Ich konta bankowe zostały zamrożone, w wielu wypadkach majątki zarekwirowano. Nałożono na wszystkich zakaz opuszczania stref militarnych. Początkowo Aki wraz z rodziną umieszczono w jednej izbie w baraku wojskowym w tzw. „Obozie Harmonia”, jak eufemistycznie nazwano ten obóz internowania. Niedługo później przeniesiono ich do innego obozu w Minidoka w stanie Idaho.

dzieci w oczekiwaniu na ewakuację do obozu internowania
dzieci w oczekiwaniu na ewakuację do obozu internowania

Obóz w Minidoka był jednym z wielu, jakie wówczas zbudowano w odległych i trudno dostępnych miejscach Stanów Zjednoczocnych. Otoczono go drutem kolczastym, strażników rozmieszczono w wieżyczkach. Baraki były przepełnione, a warunki higieniczne odbiegały daleko od przyjętych standardów. Ludzie często chorowali, ale nie otrzymywali należytej pomocy lekarskiej. Jedna z osadzonych wspominała: „Upał, przenikliwe zimno i burze piaskowe – to wszystko mówiło mi, że Ameryka znalazła dla nas specjalne piekło”. Wielu zatrzymanych pracowało w obiektach obozowych, hodowało zwierzęta i uprawiało rośliny. Młodsi, w tym Aki, mogli uczyć się w samodzielnie zorganizowanych, prowizorycznych i źle wyposażonych szkółkach. Niektórzy próbowali organizować strajki głodowe, gdzieniegdzie dochodziło do buntów, większość jednak starała się przystosować, odtwarzając w obozach pozory normalnego życia.

jeden z obozow dla Amerykanow japońskiego pochodzenia 1
jeden z obozow dla Amerykanow japońskiego pochodzenia 1
jeden z obozow dla Amerykanow japońskiego pochodzenia 2
jeden z obozow dla Amerykanow japońskiego pochodzenia 2
japońscy Amerykanie w obozie
japońscy Amerykanie w obozie

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero pod koniec 1944 r., kiedy Sąd Najwyższy orzekł, że dalsze przetrzymywanie obywateli USA bez zarzutów jest niezgodne z konstytucją. Obozy zlikwidowano jednak dopiero jesienią 1945 r., wraz z zakończeniem wojny. Więźniowie otrzymali po 25 dolarów i bilet na pociąg, który miał dowieźć ich do domów. Nie wszyscy mieli jednak gdzie wracać. Niektórych domów już nie było. Szczęśliwie posiadłość rodziny Aki w Seattle zachowała się. Trzy lata po wojnie ukończyła studia i wyszła za mąż.

Życie Amerykanów japońskiego pochodzenia w USA bezpośrednio po wojnie nie było łatwe. Ludzie ci spotykali się na każdym kroku z niechęcią i wrogością. Napotykali szereg problemów administracyjnych, które utrudniały im codzienne życie. Niezależnie od wykształcenia, mieli olbrzymie problemy ze znalezieniem pracy. Jeszcze w latach pięćdziesiątych XX w. Aki zaangażowała się w charytatywną działalność na rzecz równouprawnienia. Została nauczycielką i przez kolejne dziesięciolecia promowała wielokulturową, świadomą społecznie edukację. W 1980 r. prezydent USA Jimmy Carter powołał ją do krajowej rady doradczej ds. edukacji dzieci w trudnej sytuacji. W 1992 r. otrzymała od Kapituły ONZ w Seattle Nagrodę Praw Człowieka za wieloletnie promowanie wizji pokoju i szacunku w różnych środowiskach. Jest pierwszą Azjatką w Seattle, której imieniem uhonorowano jedną ze szkół średnich. Zmarła w 1998 r. po długiej walce z chorobą nowotworową.

W 1988 r. prezydent Ronald Regan oficjalnie przeprosił całą społeczność japońsko-amerykańską za wojenne internowania, uznając, że był to katastrofalny skutek rasizmu i histerii ówczesnych przywódców politycznych.