Publicystyka

Higurashi no Naku Koro ni Gou – obawy i nadzieje

Zaczynając ostatni sezon anime w tym roku, możemy powiedzieć, że był on niewiele gorszy od zeszłorocznego. Myślałem, że możemy powoli podsumować 2020 rok, gdyż nic nas już nie zaskoczy. Nagle mój tok myślenia został przerwany, kiedy pojawiła się zapowiedź remake’u kultowego Higurashi no Naku Koro ni.

Żyjemy w czasach, kiedy niestety wiele prób odtworzenia popularnych i dobrych dzieł kultury, kończy się fiaskiem i okazuje się jedynie wyciąganiem pieniędzy z żywej legendy. Oczywiście widzieliśmy również wiele dobrych remake’ów, które przebiły oryginał. Warto tutaj wspomnieć na przykład FullMetal Alchemist: Brotherhood, który od 10 lat jest najlepiej ocenianym anime na MyAnimeList.com. Po drugiej stronie medalu mamy, jednak takie tytuły, jak Sailor Moon Crystal, albo najnowszą Madokę, które w najlepszym wypadku są przeciętne.

Za reboot Higurashi odpowiada, a jakże Kadokawa, czyli wydawca, który absolutnie zdominował rynek anime w 2020 i zesłał Crunchyroll w otchłań zapomnienia. Tylko w tym roku wyprodukowali grubo ponad 10 anime. Część z nich to kontynuacja znanych serii, jak Re:Zero, Fate, czy Railgun. Warto tutaj skupić się na nowych produkcjach, które zostały przez nich wydane w tym roku, ponieważ po tym możemy poznać wielkość wydawcy. Pod tym względem mamy prawdziwy rollercoaster emocji. Prawda jest taka, że wydawnictwo Kadokawa skupiało się w obecnym roku na przeróżnych rodzajach anime, lecz większość z nich miała jeden cel – dotrzeć do jak największej liczby odbiorców i zarobić, jak najwięcej pieniędzy. Żyjemy w XXI wieku i w zarabianiu pieniędzy nie ma nic dziwnego. Paradoksem Kadokawy jednak jest to, że najlepiej odebranym z ich tegorocznych anime w tym roku było ID:Invaded, czyli seria detektywistyczna, skupiającą się na psychice seryjnych morderców. Anime trudne, które nie było dedykowane dla typowego odbiorcy animacji japońskich. Mieliśmy także wyborne Deca-dence. Niestety logo Kadokawy stoi też, przed bardzo dziwnym i słabym Ishuzoku Reviewers, w którym główni bohaterowie oceniają domy publiczne w świecie fantasy [???? – przyp. red.]. Na koniec mamy również tragiczne Plunderer.

Siłą Higurashi był niewątpliwie mrok i mocne końcowe sceny w prawie każdym odcinku. Anime to zdefiniowało na swój sposób horror psychologiczny i to na poziomie, który przez wiele lat pozostał nieosiągalny. Pierwsze zapowiedzi reboot’u pokazywały, że Kadokawa będzie robić wszystko, aby ten klimat utrzymać. Pojawiało się zarazem coraz więcej informacji, które wskazywały na to, iż w pewnym momencie fabuła zboczy z oryginalnej. Zapowiadało to otrzymanie reboot’u bardziej pokroju FullMetal Alchemist: Brotherhood, aniżeli przerysowanego anime z ładniejszą kreską. Z jednej strony, potęguje to obawy, że Kadokawa może popsuć legendę cykad. Z drugiej strony pamiętam ID:Invaded, które było serią skupiającą się na psychologii i posiadało w sobie sporadyczne elementy horroru, więc Kadokawa jest w stanie koordynować takie serie.

Niestety dodatkowe obawy powoduje osoba reżysera, jaką jest Keiichirou Kawaguchi. Co prawda odpowiadał on za oprawę graficzną niektórych odcinków Naruto, czy legendarnego Great Teacher Onizuka, ale jako reżyser nie ma zbyt dobrego portfolio. Przede wszystkim odpowiadał za drugi film Hunter x Hunter, który był po prostu przeciętny, oprócz tego raczej nie ma na swoim koncie znanych serii. Może poza Hayate The Combat Butler.

Za nami są już dwa pierwsze odcinki. Od strony graficznej trzeba powiedzieć, że anime wygląda pięknie. Żywe kolory, do tego dobrze położone cienie sprawiają, iż od strony wizualnej chce się to oglądać. Co prawda tak głęboka kolorystyka może zabijać klimat grozy, jednak nie jest to czas, na ich ocenę, bo nie doszliśmy jeszcze do momentu, kiedy faktyczna akcja ruszy. Na sam początek pierwszego odcinka dostajemy, scenę, która pojawiła się w oryginale, czyli morderstwo Reny przez głównego bohatera. Obecność tej sceny rozwiała wszelkie moje obawy, że nowe Higurarshi będzie łagodniejsze i bardziej skierowane dla młodszego widza. Mamy już również potwierdzenie w samym anime, iż fabuła nie będzie kalką oryginału i z czasem będzie coraz bardziej schodzić na inny tor.

Kadokawa rzuciła się na ogromną górę. Oczywiście rebooty mają to do siebie, że zawsze się dobrze sprzedają, więc studio może w tym przypadku zarobić krocie, jednak w wypadku słabego odbioru tego anime, pozycja studia pójdzie bardzo mocno w dół i rok 2020 mogą zakończyć totalną klapą. Z drugiej strony, jeżeli Higurashi będzie dobre, to Kadokawa ugruntuje swoją pozycję, jako aktualnego lidera rynku anime.

Niewątpliwie warto obejrzeć ten tytuł, gdyż jego pierwowzór, tak jak wspominałem, jest swego rodzaju klasykiem. Ja sam daję ogromny kredyt zaufania Kadokawie i jest ciekaw, jakie będę miał opinię, kiedy już zakończy się ten sezon.


Obrazy w tekście © 2020 Kadokawa Shoten