Strażnik stacji Shibuya
zakwitły wiśnie
na tokijskim cmentarzu
prochy rozwiał wiatr
20 maja 1927 r.
Mijały lata. A jego wciąż nie było. Z każdym dniem moja nadzieja jednak nie gasła. Nie potrafiłem sobie bez niego poradzić. Najgorszy był zawsze powrót z dworca do domu. Ciężkie łapy ledwo się poruszały.
Nie miałem pojęcia, jak on mógł gdzieś tam daleko, w obcym świecie, radzić sobie beze mnie. Czy nie mieliśmy nawzajem się sobą zajmować? Jak on potrafił, skoro ja nie potrafiłem?
31 lutego 1928 r.
Znowu dostałem psią przekąskę. Tym razem była nawet smaczna.
5 września 1929 r.
– Mamo, mamo! Ten pies się chyba zgubił! – zobaczyłem małego chłopca, który wskazywał na mnie jedną ręką, a drugą kurczowo trzymał się sukienki młodej kobiety.
– Nie, kochanie on czeka na swojego pana – odpowiedziała łagodnie i pociągnęła go do przodu. Czy ludzie wiedzieli, że ja tu jestem?
6 stycznia 1930 r.
Znów wielu podróżnych kręciło się po stacji. Wydawało mi się, że byli dla mnie milsi niż zazwyczaj. Jakieś dziecko pogłaskało mnie po głowie i uciekło.
11 maja 1930 r.
Coraz więcej ludzi zaczęło mnie dostrzegać. Dodawali mi wsparcia i podrzucali smakołyki albo dawali wodę. To było bardzo miłe. Słyszałem nawet jak para nastolatków za punkt spotkań wybrała sobie bramę Shibuyi: „tam, gdzie czeka ten pies”.
15 listopada 1931 r.
Na stację coraz częściej zaczął przyjeżdżać młody człowiek. Powiedział mi, że jest studentem Ueno i chciałby napisać o mnie artykuł. Mi to było całkowicie obojętne. Musiał mieć widać sporo czasu, skoro jeździł tutaj specjalnie, by móc mnie odwiedzać i rozmawiać z przechodniami na mój temat.
20 grudnia 1931 r.
Hirokichi Saito (jak się dowiedziałem, tak nazywał się student Ueno) przyniósł mi bożonarodzeniowy prezent. Jakąś kość. Zamerdałem ogonem, ale jakoś tak bez przekonania. Nie poczułem się szczęśliwy jak kiedyś. Chyba nie potrafiłem być.
4 października 1932 r.
Ze zdziwieniem zobaczyłem ludzi, czytających w tym dniu gazetę i wskazujący na mnie palcem. Byli uśmiechnięci i jakby z czegoś dumni, mimo że pogoda była paskudna. W tym dniu wiele osób przyszło na stację tylko po to, żeby mnie zobaczyć. Co dziwne, ludzie wołali do mnie po imieniu. Nikt nawet nie śmiał najechać na mnie walizką albo warknąć, żebym się odsunął.
6 listopada 1932 r.
Znów przyszedł Saito. Był bardzo dumny. Wyjaśnił mi, że napisał artykuł o mnie i o mojej rasie Akita. Cokolwiek to znaczyło. Próbował mi tłumaczyć, że jest bardzo mało psów takich jak ja na świecie. Ja nie widziałem żadnego, który tak jak ja czekałby codziennie na dworcu, ale widziałem tylko tę jedną stację, więc nie wnikałem. Nie byłem w końcu światowym psem.
11 lutego 1933 r.
Moja rodzina musiała się przeprowadzić. Nie wiedziała, co ze mną zrobić. Chcieli wyjechać na drugi kraniec miasta. Tak daleka podróż na stację mogła być dla mnie bardzo niebezpieczna. Ani oni ani ja nie widzieliśmy, co robić.
10 marca 1933 r.
Takeru wziął moje rzeczy i wyszedł ze mną. Nie wiedziałem, co planuje. Byłem przekonany, że chce mnie zostawić na dworcu. Jeżeli postawiłby mi tam budę, mógłbym tam zamieszkać. Obawiałem się, że nie byłoby to jednak legalne. Ku mojemu zdziwieniu pojechaliśmy do domu Sakano. Bardzo daleko od stacji.
12 marca 1933 r.
Mimo odległości cieszyłem się z jej obecności. Przy niej czułem się bezpieczniej. Obok jej domu miałem przestworza do biegania, co z kolei niekoniecznie podobało się farmerowi.
15 kwietnia 1933 r.
Sakano nie mogła mnie dłużej trzymać. Farmer żądał, by mnie oddała. Coś mówił o uprawach i odszkodowaniu, ale nie miałem pojęcia co ja mogłem mieć z tym wspólnego. Na szczęście trafiłem do mojego starego znajomego – ogrodnika Kobayahi. Idealnie. Stąd miałem nawet bliżej na stację, a Sakano nie sprawiałem już więcej problemów.
20 lutego 1933 r.
Mieszkanie ogrodnika Kobayahi było mniejsze niż rodziny Ueno i Sakano. Było jednak bliżej dworca, więc byłem zadowolony.
10 kwietnia 1933 r.
Ludzie zamiast oglądać kwitnące wiśnie, przychodzili na dworzec, żeby zobaczyć “wiernego psa Hachiko”. Czułem się dumny z rosnącej popularności. Może dzięki temu Ueno usłyszy o mnie i w końcu wróci, jak się dowie, że ja wciąż codziennie na niego czekam? Może głos Saito poprowadzi go na stację, gdzie leży jego wierny kompan i wciąż czeka na jego powrót?
20 listopada 1933 r.
Niejaki Takeshi Ando przyszedł żeby mnie zobaczyć. Nie wiedziałem, o co chodzi.
5 marca 1934 r.
Na stacji Shibuya pojawiła się brązowa figura. Jak tylko się pojawiłem, ludzie zaczęli się kręcić wokół białej płachty okrywającą pomnik. Był też Ando. To on wykonał rzeźbę. Byłem bardzo ciekawy, jak ona wygląda i co przedstawia. Po wygłoszeniu nudnych przemówień w końcu zdjęli materiał. Był to pomnik psa. Psa Hachiko.
11 maja 1934 r.
Jakoś tak dziwnie było przychodzić i czekać z samym sobą. Bolały mnie coraz bardziej serce i płuca. Biegałem już coraz wolniej.
Jak to możliwe, że wszyscy dookoła wiedzieli, że tu jestem, stał tu mój pomnik, który stróżował dzień i noc, a on mimo wszystko… Otrząsnąłem się. Musiałem być twardy. Nie wiedzieć czemu, opadałem coraz bardziej z sił.
5 listopada 1934 r.
Coraz ciężej było mi wstawać i iść na stację. Czułem w kościach, że to nie ma sensu. Ludzie, którzy mnie witali, zaczęli mnie drażnić. Wszystko zaczęło mi działać na nerwy. Miałem już dość tego czekania, tej wiecznie zatłoczonej stacji, tego brązowego pomnika i jego braku obecności.
10 grudnia 1934 r.
Dzisiaj na dworcu pojawiła się nagle Sakano. Uśmiechnęła się do mnie i pogłaskała. Po jej twarzy spłynęły dwie wielkie łzy. Zniknęła w tłumie. Nie zdołałem jej dogonić. Dlaczego uciekała przede mną?
8 marca 1935 r.
Nie chciałem iść. Wszystko mnie bolało. Z niebywałym trudem ruszyłem przed siebie. Stacja wydawała się być dalej niż zazwyczaj. Położyłem się i aż moje ciało zadygotało. Wtedy to do mnie wreszcie dotarło. Nie wiem, czy sprawiły to łzy Sakano, czy może ten górujący nade mną pomnik, czy smutny wzrok ogrodnika. Prawda uderzyła we mnie nagle i niespodziewanie. Po dziesięciu latach codziennego czekania na mrozie i w upale, w deszczu i w słońcu, w końcu zrozumiałem. Najbardziej okrutną ze wszystkich możliwych prawd. Poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie chciałem brać kolejnego oddechu. Nie wiem, czy to było serce czy to były płuca. Usłyszałem jeszcze ostatni nadjeżdżający pociąg. Nikt mnie nie zawołał. Zamknąłem oczy. I nie widziałem już nic.
19 maja 2016 r.
Ponoć mojego ciała nie zakopano w ziemi. Futro zachowano w muzeum, a prochy pochowano na grobie Ueno. Po śmierci Sakano, pochowano ją wprawdzie gdzie indziej, lecz w końcu tego dnia, po tylu latach, udało nam się razem znów spotkać. Na cmentarzu Aoyama.
I taka oto kończy się moja historia. Najwierniejszego psa i cierpliwego stróża. Stróża na stacji Shibuya.




