Historia Hachiko [opowiadanie]

Część 1 – Do Tokio.

 

zagwizdał pociąg

pędzą bezwonne twarze

a ja wciąż czekam…

 

“Tato, tato! Spójrz, jakie ten pies ma śmieszne łapki.

Racja. Wyglądają zupełnie jak kanji hachi.

Nazwijmy go więc Hachiko.”

I tak zaczęła się moja historia…

2 marca 1924 r.

Pociąg był większy, niżby się to początkowo mogło wydawać. Jego wielkie i długie, hałaśliwe cielsko wpełzło na peron, na którym cierpliwie czekaliśmy wraz z innymi podróżującymi. Długa prostokątna maszyna zatrzymała się z piskiem, zajmując cały peron. Jej dźwięk przeszył całe powietrze aż znieruchomiałem. Mimowolnie zadrżałem przed taką mocą i potęgą.

Nie miałem jednak zamiaru cofać się przed nieznanym. Ukradkiem spojrzałem na Ueno, obserwującego tarczę zegara na nadgarstku. Czułem od niego zdenerwowanie z powodu opóźnienia. Zrozumiałem, że to nie nasz pociąg. Jak taka maszyna miała czelność się spóźniać i doprowadzać go do takiego stanu?

W końcu jednak doczekaliśmy się. Przybył drugi pociąg, niewiele różniący się od poprzedniego. Dla mnie nie miało to jednak najmniejszego znaczenia. Ruszyliśmy w podróż. Do stolicy. Do Tokio.

10 marca 1924 r.

Miasto było ogromne. Przerażała mnie jego konstrukcja. Sama stacja, do której przybyliśmy była jak wielka hałaśliwa maszyna, jeszcze bardziej skomplikowana niż pociąg, którym jechaliśmy. Tupot tysięcy stóp, zapachy jedzenia, krzyczące dzieci, dyskusje o konferencji waszyngtońskiej, rozwoju gospodarki, prawach wyborczych… Mimo, że niespełna pół roku temu miało tutaj miejsce trzęsienie ziemi (trzęsienie w Tokio miało miejsce 01.09.1923 r. – przyp. od autorki), nie widać było już po nim prawie śladu. Szybko straciłem rozeznanie i nie wiedziałem, jak mam się poruszać. Stanąłem, bojąc się zrobić pierwszy krok. A miałem być odważny… Dopiero głos profesora ocucił mnie i pozwolił ruszyć do przodu. Mimo kilku dni spędzonych w mieście dalej jednak nie czułem się pewny i gdyby nie Ueno, już dawno zgubiłbym się w tym tłumie wielkich ulic, obcych twarzy i pędzących nóg.

11 marca 1924 r.

Kiedy Ueno wychodził na zajęcia, nie potrafiłem znieść samotności. Zamknięty w czterech ścianach nie mogłem dla siebie znaleźć miejsca, krzyczałem, by słyszeć chociaż swój głos. Czasem zza ściany ktoś mi odpowiadał, czasem nie. Była to mimo wszystko jakaś próba konwersacji, gdy profesor wychodził na uczelnię, zostawiając mnie samego.

20 marca 1924 r.

Właścicielka mieszkania nie chciała, bym zostawał sam w domu. Ja zresztą też nie. Cieszyłem się, że chociaż ona mnie rozumie. Tego dnia wieczorem zapukała w nasze drzwi. Ueno szybko schował mnie w kuchni, zanim jej otworzył. Do mych uszu doszedł ledwo słyszalny głos rozmowy.

– Najmocniej przepraszam za niego. Obiecuję, że to się nie powtórzy – profesor mówił tonem bardzo cichym, delikatnym.

– Profesorze – ochrypły głos kobiety brzmiał jak drapanie pazurami po tablicy – ten pies nie może tutaj sam zostawać, jak pana nie ma. Proszę go oddać, jeżeli nie jest pan w stanie go upilnować.

“Oddać?!” Aż się podniosłem. To niemożliwe! Ja się nie zgadzam! Zacząłem krzyczeć, sam nie wiem, czy to na Ueno czy na nią. Byłem w szoku. Nie poradziłbym sobie bez niego. Jak i on beze mnie. Byliśmy nierozłączni.… prawda? W tym momencie już niczego nie byłem pewien.

– Już dobrze – próbował mnie uspokoić, ale ja nie dawałem za wygraną. – Nie oddam ciebie. – zaczął mnie głaskać i ciepło do mnie mówić. Powoli wracałem do równowagi.

21 marca 1924 r.

Na szczęście, w końcu przeprowadziła się do nas partnerka Ueno, Yaeko Sakano i zamieszkała razem z nami. Od tego dnia Ueno razem z Sakano zabierali mnie codziennie na spacer na stację. Ueno zostawiał nas i wsiadał do pociągu do pracy. Dodajmy, że była to jedna z najbardziej zatłoczonych dzielnic miasta. Potem wracaliśmy do domu. Wieczorem wychodziłem po niego sam.

Czekałem cierpliwie przed wejściem, gdy mój pan wracał. Późnym wieczorem, zawsze o tej samej porze przyjeżdżał tym samym pociągiem i razem wracaliśmy do naszego nowego domu.

06 czerwca 1924 r.

Było gorąco jak nigdy. Omal nie spóźniliśmy się na pociąg. Na szczęście wszystko się udało. Ueno wrócił z pracy chwilę później. Nie musiałem jednak długo na niego czekać. Zawsze był punktualny.

07 lipca 1924 r.

Przeprowadziliśmy się do nowego domu, gdzie mieliśmy własny ogród. Odtąd mogłem swobodnie wychodzić kiedy chciałem na dwór i cieszyć się przyrodą. Słyszałem, że Ueno uczy czegoś związanego z rolnictwem, więc mieliśmy też parę ciekawie pachnących kwiatów w ogrodzie. Mimo bliskości zieleni i tak postanowiłem codziennie po niego wychodzić wieczorem i czekać na stacji, jak się potem dowiedziałem, o nazwie Shibuya. To był nasz rytuał.

12 października 1924 r.

Tego dnia znów się spóźniał. Słońce było już bardzo nisko, a on wciąż nie wracał. Naprawdę zaczynał mnie denerwować. Na dodatek rozpadało się, więc uciekłem pod dach peronu. Było duszno i parno – warunki trudne do wytrzymania. W końcu się pojawił. Odetchnąłem z ulgą, gdy pogłaskał mnie po głowie.

– Przepraszam, że tak długo to trwało – powiedział do mnie, ciężko oddychając. Serce biło mu jak oszalałe. Powinien lepiej o siebie dbać. Zaraz cała złość mnie opuściła. Razem wróciliśmy do domu, gdzie ciepły obiad już na nas czekał.

15 grudnia 1924 r.

Dzisiaj było wielkie święto, ponieważ Sakano miała urodziny. Razem świętowaliśmy. Było ciasto i nawet ja (chociaż mi nie wolno) dostałem kawałek.

21 maja 1925 r.

Tego dnia wieczorem tak jak zawsze przyszedłem i czekałem na niego. Słońce spadało coraz niżej, coraz głośniej słychać było gwar nocnego życia, a on wciąż nie wracał. Minuty uciekały. Zacząłem mocno niecierpliwić się. Powinien już być. Coś musiało się stać. To niemożliwe, żeby jeszcze go nie było. To niemożliwe, żeby mógł się spóźnić. Czy pociąg nie przyjechał? Może jakiś student poprosił go o coś? Próbowałem wmówić sobie tysiące powodów jego spóźnienia. Jednak tak naprawdę bałem się najgorszego. Zawsze był punktualny! Nic też nie mówił, nie zachowywał się inaczej. Więc dlaczego?…

Ciąg dalszy nastąpi…

Poniższa opowieść jest inspirowana prawdziwą historią psa Hachiko, nie stanowi kroniki prawdziwych wydarzeń.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi!